Poznajmy się lepiej

Stacks Image 72
Tę stronę dedykuję wszystkim tym,
którzy mają ochotę poznać mnie lepiej.


Bardzo dziękuję, że tutaj dotarliście. Poniżej przedstawiam tematy, które są dla mnie z różnych powodów ważne i warte obejrzenia. Zapraszam także na prawą szpaltę – do przeczytania interesującego „wywiadu z samym sobą” ;-)

Moje miasto

Zadałem sobie szkolne pytanie: namaluj piękno swojego miasta. Zamknąłem oczy, przeniosłem się do Gdańska na prawie 10 lat przed moim urodzeniem. I zobaczyłem sceny z filmu. To był bardzo romantyczny obraz, ale niezwykle skromny, ubogi, nostalgiczny.
Ale dziś, po wielu, wielu latach miasto wygląda imponująco. Największy rozkwit miasto zawdzięcza tragicznie zamordowanemu w 2019 roku Prezydentowi Pawłowi Adamowiczowi, dla którego Gdańsk był, jak powiedziała Jego córka, trzecim rodzicem, trzecim dzieckiem i drugą miłością.
Dziś faktycznie jesteśmy dumni, że mieszkamy w Gdańsku.

Ikona tenisowego baletu: Roger Federer

W tenisowym światku krąży anegdotka: Hiszpański mistrz tenisa, Rafael Nadal powiedział: – BÓG ZESŁAŁ MNIE, ABYM POKAZAŁ LUDZIOM JAK GRAĆ W TENISA. Na co Roger Federer odrzekł zdziwiony: – NIKOGO NIE ZSYŁAŁEM!
Czy sport może być sztuką, mimo zaciętej rywalizacji? Jak w każdej dyscyplinie są mistrzowie, którzy w jakimś przedziale czasu są niemal bezkonkurencyjni. Ale zdarzają się przypadki wyjątkowe, ikony, które wprowadziły swoją osobowością, swoim talentem i swoim niesamowicie wizualnym stylem coś ponadczasowego. Coś, czym można się delektować, oglądać i powtarzać wciąż i wciąż. Taki jest tenisowy balet Rogera. Tu nie ma miejsca jak u innych tenisistów na grę siłową, rąbanie drwa, jak się to określa w tenisowym żargonie, Fed sprawia wrażenie jakby tylko musnął piłkę rakietą a ona leci dokładnie w punkt, który przyprawia rywali o uśmiech bezradności. Styl jego poruszania po korcie przypomina balet, facet jakby latał, a płynność jego ruchów i ta łączność z rakietą, jakby przedłużeniem ręki powoduje zachwyt i uczucie podobne jakiego doznajemy przy słuchaniu pięknego utworu, oglądaniu pięknego obrazu czy filmu. Uczta zmysłów, a to niby tylko sport…

Historia o złotym… nadgarstku

Stacks Image 47
Mój sportowy idol:
Daniel Waszkiewicz
rozgrywający GKS Wybrzeże
w latach 1979-87
Kiedy jako młody chłopak kibicowałem gdańskim szczypiornistom, na parkiecie występowali najlepsi z najlepszych. Klempel, Gawlik, Garpiel, Szymczak, Panas, Wenta, Tłuczyńscy. Moim idolem był jednak wirtuoz nadgarstka - Daniel Waszkiewicz. To była wówczas dyscyplina finezyjnych sztuczek. Najzabawniejsze były pojedynki ogromnego bramkarza Andrzeja Szymczaka z Markiem Panasem i Danielem Waszkiewiczem. Ten pierwszy pędzi i ogromna bomba wypuszczona zaledwie z sześciu metrów trafia w… rękę Szymczaka. Panas nie dowierza, Szymczak uśmiecha się szyderczo spod wąsa. Po chwili powtórka w wykonaniu Daniela. Nie jest rozpędzony, nie jest to bomba. Piłka ledwo się toczy, jakimś dziwnym kozłem omija wystawioną nogę Szymczaka. Tym razem pod wąsem widać bezradność a Waszkiewicz się śmieje.

Moja przygoda ze Steve’em Jobsem

Do „apla” wpadłem z przymusu. Zmiana miejsca pracy wymusiła na mnie przejście z windows 3.11 do MacOS 6. Był to czas kiedy Steve’a Jobsa nie było już w firmie, a komputery były szare i brzydkie, ale żeby pracować „przy kolorowych wydawnictwach” nie było wówczas innej opcji jak Macintosh, ponieważ druk kolorowy można było obsługiwać wówczas tylko na aplu. I tak się zaczęło…
Dziś kończy się pewna era, obecnie apple już nie jest niszową firmą, która produkuje idealne produkty, jest największą i najbardziej zamożną firmą na świecie. Jobs zrobił naprawdę wiele i przechodzi do historii jako największy wizjoner techniki elektroinformatycznej. Ale jest jeszcze coś, facet walczył jak lew, jego postawa jest mi szczególnie bliska, ponieważ mój Tata w identycznej walce nie miał żadnych szans i poległ już w pierwszej rundzie. Jobs miał więcej szczęścia, (oczywiście sława i pieniądze pomogły mu na ringu), ale wielkie brawa za 5 lat walki z rakiem.
Dzięki za wszystko, Stefan! Za piękno, za zabawę, za przyjemniejszą pracę. Proponuję posłuchać przepięknego utworu, który Norah Jones wykonała ku pamięci Steve’a.

Stay hungry. Stay foolish

Warto obejrzeć cały wykład, bo wiele jego słów daje dużo do myślenia.

Z samym sobą... wywiad

Zacznijmy ten wywiad. Możesz się przedstawić?
Mam na imię Jacek, mieszkam w Gdańsku, mam żonę i dwie córki, w tym jedną dorosłą. Jestem grafikiem freelancerem. Moim konikiem jest tenis ziemny, interesuje mnie także fizjoterapia.

Nie tak szybko, bo mi zabraknie pytań! Najpierw powiedz, skąd wziąłeś pomysł na ten wywiad. Przyznasz, że to trochę dziwne, przeprowadzać wywiad z samym sobą?
Chciałem chwilę pobyć w skórze wielkiej gwiazdy! A tak poważnie, to trochę inny sposób autoprezentacji.

Następne pytanie. Płeć: mężczyzna, a wiek?
Wystarczający, aby być dojrzałym ale pozwalający nosić ulubione blue jeans, a jednocześnie uprawnia do startowania w turniejach tenisowych w kategorii 50 plus.

Jesteś dojrzały czy stary?
Czas jest obiektywny, ale za to stale dokłada do metryki. Sprawna starość jest dla wybranych, sam mam przyjaciół po 70-tce a nawet po 80-tce, którzy jeszcze grają w turniejach tenisowych! To dla wszystkich ogromna zachęta i wzór.

Czy jesteś pracoholikiem?

Bardzo lubię swoją pracę, ale styl japoński czy warszawski zdecydowanie mi nie odpowiada. Ludzie za często zapominają, że praca jest dla życia, a nie życie dla pracy. Lockdowny ukazały wielu ludziom czy żyją w zdrowej równowadze czy też nie radzą sobie, kiedy nie mają korporacyjnych „to do” do odhaczania.

Z kim najbardziej lubisz pracować?

Lubię osoby, które potrafią konkretnie sprecyzować swoje oczekiwania, jasno określają, kiedy są na tak, a kiedy na nie. Lubię osoby, które są słowne, szanują zarówno swój, jak i mój czas.

A w samej pracy, co lubisz najbardziej, a co mniej?

Lubię kiedy zapala się żaróweczka w głowie i strzela genialny pomysł. Nie lubię, kiedy klient wprowadza wiele zmian tak długo, aż projekt traci swoją formę i przekaz.

A po pracy?

Bardzo lubię czytać książki. Mam to od dzieciństwa, choć dziś częściej czytam literaturę branżową czy różne poradniki. Dużo się rozwijam, dotyczy to zarówno pracy (poznaję nowe technologie) jak i moich zainteresowań czy pasji (np. metody treningowe, regeneracja organizmu, zdrowe nawyki, żywienie czy fizjoterapia).

Twoje pasje?

Do niedawna było to głównie fotografowanie. Robiłem wszystko aby dojść do jak najwyższego poziomu, zarówno tego opierającego się na wrażliwości postrzegania, jak i jakości końcowego wykonania i obróbki.

A teraz bardziej sport?

Przez 12 lat trenowałem piłkę ręczną, kibicowałem gdańskiemu Wybrzeżu za czasów Daniela Waszkiewicza. To był mój idol. Zacząłem już w 4 klasie a w 8-smej zostałem powołany na zgrupowanie młodzieżowej reprezentacji Polski. Podczas wojska grałem w trzecioligowym Orle Elbląg, by zakończyć w akademickiej drużynie Uniwersytetu Gdańskiego z brązowym medalem mistrzostw Polski. Miałem zaszczyt trenować pod okiem trenerów: Prześlakiewicza, Walleranda, Majorka i Zawadzkiego.
Aktualnie, od 9 lat trenuję tenis ziemny. Nie jest to łatwe, ale daje ogromną satysfakcję i rozszerza wiedzę na temat funkcjonowania własnego organizmu. Oczywiście idolem absolutnym dla mnie Roger Federer, wirtuoz i baletmistrz tenisa.

Muzyka? Czego słuchasz najchętniej?

Ubiegły rok ukazał bardzo wielu świeżych artystów alternatywy, choćby Twenty One Pilots czy Imagine Dragons. Oczywiście na klasykę typu Pink Floyd, Eva Cassidy, Diana Krall, Roy Buchanan, The Doors, Dire Straits, Led Zeppelin, Massive Attack zawsze znajdę czas. Lubię też reggae, blues, wszystkiego nie da się wymienić... A! Zakochałem się też w trąbce Chrisa Botti.

A jacyś artyści z Polski?

Pewnie! Hey, Smolik, Podsiadło.

Ulubiony film?

Najlepszy film jaki obejrzałem w moim życiu to The Passion, ale lubię także odrobinę lżejsze produkcje, jak Sleepers, Chocolat, The Shawshank Redeption i... oczywiście ukochaną Le Fabuleux Destin d'Amélie Poulain!

Czyli Amelia.
Nie jesteś oryginalny.
Serio? Zauważyłem że ciągnie mnie bardziej do kina francuskiego.

A polskie kino?

Polecam „Pociąg”, „Do widzenia, do jutra!”, „Baza ludzi umarłych”, „Jasminum”.

Może seriale?
Bardzo mi się podobał Gambit królowej, ale równie dobrze się ubawiłem na serialu Lucyfer. Przy okazji – uwielbiam ścieżkę dźwiękową z tego serialu!!!

Idol ze świata realnego?

Najważniejszym filarem jest dla mnie ks. Krzysztof Niedałtowski, duszpasterz artystów z kościoła św. Jana w Gdańsku. Ale też bardzo podziwiam np. mojego trenera - mentora (po 80-tce), pana Jana, za wytrwałość i chęci do wysiłku w takim wieku.

Przechodzimy do polityki?

Nie znoszę polityki.

Coś przyjemniejszego. Ulubiona potrawa?

Tatar z łososia, bez cebuli, z kaparami. Przepadam też za pierogami. Mam podwójne kucharskie geny, miałem obu dziadków kucharzy. Stanisław Kocikowski znany był nie tylko na Pomorzu, starsi gdynianie pamiętają restaurację George czy Róża Wiatrów, gdzie szefował przez wiele lat.

Wymień jedno miejsce, gdzie mógłbyś zamieszkać poza Polską.
Toskania, gdzieś koło Sieny, no i żeby było blisko do Florencji.

Czego chciałbyś życzyć internautom?

Śmiechu i uśmiechu. Uśmiechajmy się do siebie jak najbardziej zaraźliwie!