Regeneracja. Moje ulubione patenty

Każdy odczuwa bóle po treningach, najczęściej na drugi dzień, a czasem nawet bardziej na trzeci. Mowa o tzw. zakwasach, nie będę tu się rozpisywał, jak powstają itd., od tego są fachowcy i książki. W największym skrócie mam na myśli odbudowę uszkodzonych włókienek mięśniowych, a konkretniej – moje osobiste patenty, które stosuję, aby zwalczyć ból i szybko wrócić do sprawności.

Jest masa czynników powodujących, że jedni odczuwają je krócej, inni dłużej, jedni znoszą je bez problemów, inni z dużymi dolegliwościami. Pierwszym z czynników mogą być naturalne zdolności regeneracyjne organizmu (zarówno te wypracowane, jak i te otrzymane w spadku, genetyczne), drugim czynnikiem są dysfunkcje niektórych partii naszego układu kinetycznego (tu cudowna rola dobrych fizjoterapeutów, którzy nam je wskażą i podpowiedzą jak je korygować odpowiednimi ćwiczeniami). Także błędna technika uprawianej dyscypliny sportu może powodować bóle, przeciążenia a w następstwie nawet urazy. Należy również uwzględnić wiek w procesach regeneracji.

sauna

Teraz opiszę, bez wchodzenia w szczegóły, metody, które najbardziej pomagają mi skrócić okres regeneracji pomeczowej czy po treningu. Oczywiście są to moje metody, na mnie działają, więc się chętnie dzielę wiedzą, ale pamiętajcie, że każdą z tych metod możecie użyć TYLKO I WYŁĄCZNIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, w razie wątpliwości należy skonsultować się z lekarzem bądź farmaceutą.

  1. Ciepła kąpiel z dodatkiem ok. 20-30 kropel Amolu na 1/4 wanny (używam polski odpowiednik – Aromatol, który jest sporo tańszy, a działa tak samo). Należy zabezpieczyć miejsca intymne oraz większe skaleczenia, wykonujemy 10-minutowe moczenie mięśni w takiej kąpieli. Rozluźniamy tym samym powięź, dodatkowo się inhalujemy, po kąpieli raczymy się chłodnym prysznicem, przez najbliższą godzinę czujemy przyjemny chłodek w mięśniach. Na mnie to naprawdę działa.
  2. Rolowanie mięśni. Najczęściej wykonuję je na drugi i na trzeci dzień. Kiedy tylko znajdziemy bolesny punkt – pracujemy nad nim dłużej. Zapobiegamy tym samym powstawaniu punktów spustowych, poprawiamy nawodnienie powięzi, likwidujemy napięcia.
  3. Rozciąganie. Drugiego i trzeciego dnia wieczorem, po lekkim rozgrzaniu mięśni (rozgrzanie układu powoduje, że powięź automatycznie się rozluźnia, popuszczając nam zakres ruchu, także stawy stają się mniej „suche”, pozwalając popracować) stosuję 30-50 minutowy stretching. Należy najbardziej pamiętać o odpowiednim oddechu. Warto też poszukać w internecie dobre schematy ćwiczeń, aby zapewnić właściwe ułożenie ciała, choćby miednicy czy odcinka szyjnego podczas rozciągania. Pamiętajmy, że rozciągamy się POWOLI, STATYCZNIE, a nie dynamicznie, mamy za zadanie dotlenić mięśnie. Po takim rozciąganiu najlepiej udać się na spoczynek, nie wykonywać żadnych ćwiczeń obciążających.
  4. Flosing. Tę cudowną technikę zdradziła mi moja kochana pani fizjoterapeutka. Jest bardzo skuteczna jeśli chodzi o naprawę lekkich stanów przeciążeniowych, takich jak ból ręki, którą trzymamy rakietę tenisową. Polega na odpowiednim ciasnym owinięciu przedramienia taśmą „Floss Band”, tak, aby spowodować lekkie niedokrwienie, a w tym czasie wykonać różnorodne ruchy kończyną, tak, aby mięśnie w tym ściśniętym kołnierzu musiały się przeciskać, ślizgając między sobą. Po kilku minutach ściągamy taśmę, czujemy jak dopływa świeża krew do zakamarków naszych mięśni.
  5. Bańki chińskie. Kolejna forma, wymagająca zakupu w aptece tanich, gumowych banieczek, o różnych rozmiarach, następnie smarujemy partie mięśni oliwką, ustawiamy bańki, można trzymać chwilę, można masować przesuwając. Także ciekawe efekty, należy omijać naczynia krwionośne.
  6. Sauna fińska. Ci, którzy nie mają przeciwskazań zdrowotnych mają to szczęście, że mogą korzystać ze zbawiennych wpływów tego starego wynalazku. Ja lubię najbardziej korzystać na drugi lub trzeci dzień. Najczęściej robię pełny cykle (1 klepsydra), następnie lekkie schłodzenie, później pół cyklu, kolejne schłodzenie i czasem trzecie wejście na pół cyklu i schłodzenie. Należy pamiętać, żeby po zakończeniu cykli udać się na leżakowanie, na ok. 15 minut. Sauna również, skutecznie rozluźnia powięź, moje ciało kapitalnie reaguje na saunę. Należy pamiętać, żeby ostrożnie korzystać z sauny, kiedy mamy osłabioną odporność, łatwo wtedy złapać nawet jakąś chorobę skórną.
  7. Maść końska Herbamedicus. Kupuję tylko tej firmy, najczęściej używam chłodzącej, ale polecam też czasem rozgrzewającą. Dlaczego ta? Próbowałem wielu, ale ta naprawdę potrafi zdziałać cuda na obolałe miejsca.
  8. Plastrowanie Kinesiotape. Nie jest to łatwe, bo albo trzeba otrzymać gotowe aplikacje od fizjoterapeuty – na konkretną przypadłość, albo przejść kursy, albo przynajmniej wiedzę podręcznikową. Ale te sprawdzone aplikacje naprawdę dobrze działają. Taśmy te mają kilka rodzajów działania. Samo przyklejenie w odpowiednim miejscu stymuluje miejsce, zwiększa ukrwienie, a właściwości związane z odpowiednim naprężeniem potrafią również bardzo wspomóc proces regeneracji czy rehabilitacji przeciążonego miejsca. Ale zaznaczam, wymagana spora wiedza.
  9. Wizyta u fizjo. Najbardziej wskazana przy kontuzji. Ale nie tylko. Czasem problemy osobiste, czy stres w pracy mogą spowodować różnego typu anomalie w naszym układzie ruchu. Raz będzie to przykurcz w obrębie szyjnym, raz coś innego. Kiedy odpowiednio wcześnie udamy się na zabieg, mamy większą szansę, że nie złapiemy za moment różnego typu „korzonków”, „rwy kulszowej” czy ramiennej.
  10. Regeneracja wrednych skaleczeń, uniemożliwiających chwyt rakiety. Polecam patyczki OsmozaCare. To preparaty dla niemowląt, ale potrafią naprawdę cuda! Patyczek należy przełamać wpół, wtedy czerwony płyn napływa na wacik na końcu patyczka i można nim smarować ranę czy pęknięcie. Uwaga, przez chwilę brudzi.
  11. Stwardnienia na palcach i dłoni od trzymania rakiety. Używam i to naprawdę działa – kupione w aptece najtańsze kapsułki witaminowe A+E, przebijam i smaruję 2x dziennie te twarde, czasem pękające miejsca. Nic tak dobrze nie działa na tę przypadłość.
  12. Sen. To oczywiście banał, ale naprawdę, granie po nieprzespanej nocy, albo po wódzi, nie prowadzi do niczego dobrego. Co ciekawe, moja regeneracja lepiej przebiega, kiedy gram do południa, a więc po graniu/trenowaniu jestem do końca dnia lekko aktywny (nie leżę) i dopiero wtedy – dobre 8 godzin snu. Dużo gorzej znoszę wieczorne granie, kiedy bezpośrednio po – mięśnie odpoczywają w „sennym bezruchu”, rano budzę się wtedy mocno usztywniony i obolały.

Przypominam, że każdą z tych metod możecie użyć TYLKO I WYŁĄCZNIE NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ, w razie wątpliwości należy skonsultować się z lekarzem bądź farmaceutą.