Trening planowany

Spotykam czasem opinie, że trenowanie amatorskie, w przeciwieństwie do udziału w lokalnych rozgrywkach, to marnowanie czasu, pieniędzy. Postaram się przedstawić swoje zdanie na ten temat, a posłużę się moją ulubioną formą czyli „wywiadem na temat” – aby opisać, co konkretnie daje mi różnorodny, urozmaicony i PLANOWANY trening.


Dlaczego lubiąc tenisową rywalizację nie skupisz się na graniu w lokalnych turniejach, przecież trening jest dobry tylko dla początkujących?

Uwielbiam rywalizację, uwielbiam mecze, najbardziej te z lepszymi od siebie, nawet jeśli je przegrywam. Rzecz jednak w tym, że podchodzę do tej pasji systemowo. Dlaczego? Z prostego powodu: kiedy po 3 latach grania zacząłem czasami wygrywać mecze, przyszedł większy apetyt na granie: więcej i więcej. W bardzo krótkim czasie mój organizm zameldował mi dość konkretnie: stop! Pierwsza kontuzja – mięsień płaszczkowaty. Druga kontuzja: uraz nadgarstka, trzecia kontuzja: gęsia stopka (kolano), potem problem z dolnym odcinkiem pleców.
Przypomniały mi się zaraz, wypowiedziane proroczo, słowa mojego trenera seniora: w najbliższym czasie padnie ci kolejno wszystko, co masz słabsze w organizmie, potraktuj to jako dobrą informację od organizmu – podpowie ci, co musisz wzmocnić aby długie lata grać w tenisa bez bólu.


Jak zwykle miał rację. Ja jednak poszedłem jeszcze inną drogą – chciałem uprzedzać zdarzenia, postanowiłem POBAWIĆ SIĘ W TRENOWANIE PLANOWANE. Zacząłem podpatrywać (YouTube) jak przygotowują się do sezonu profesjonalni zawodnicy i jakie wykonują ćwiczenia.


No ale skąd wiesz, że akurat ćwiczenia, które wykonuje np. Djokovic tobie pomogą?

To nie jest tak, że robię to co on, czy inni. Podglądam, jakimi ćwiczeniami się wspierają, jakie partie ciała wzmacniają, jakie elementy techniki poprawiają, a znając już dość dobrze swoje najsłabsze strony, staram się rozplanować konkretne ćwiczenia w taki sposób, żeby po pierwsze nie pozbawić się możliwości grania w tenisa, po drugie, żeby sobie nie zaszkodzić a pomóc. Czasem eksperymentuję i widzę, o! Po tym ćwiczeniu nie mam problemu z dobiegnięciem do krótkiej piłki, a po tamtym przestało boleć przedramię! To jest ciekawa zabawa! Obserwujesz co ci przeszkadza w sobie i starasz się nad tym popracować. Przykładowo mam fajny zestaw na dwugłowy uda podpatrzony od Kei Nishikori, ale mam i zestaw ćwiczeń na równowagę, podejrzany u Djokovica.


Gdzie to wszystko ćwiczysz, na siłowni, na korcie?

Jest dużo możliwości. Ja najczęściej ćwiczę w domu, w „salonie”, mam tam trochę sprzętu na boczku, żona mnie w tym wspiera, więc to najlepsze warunki. Trzeba tylko umieć utrzymać autodyscyplinę, bardzo w tym pomaga planowanie.


Chce ci się bawić w planowanie i grafiki treningów???

Dzięki planowaniu mój organizm ma ODPOWIEDNI CZAS na regenerację, a przez to maleją szanse na kontuzję. Planowanie ma też tę cechę, że można urozmaicać treningi, przykładowo, raz ćwiczymy dół, raz górę, albo raz masę a raz szybkość (pamiętając o odpowiedniej kolejności). Jednak dla amatora najważniejszą cechą planowania treningów jest fakt, że jeśli raz wypadnie nam trening (np. z powodu przeziębienia, nadmiaru pracy, zmęczenia czy innej sprawy, którą musimy tego dnia załatwić) to mamy już zaplanowany następny, a cały cykl nie zostaje zakłócony.


Bawisz się w to przez cały rok, czy tylko w sezonie zimowym?

Bawię się to słowo kluczowe - ponieważ jest to zabawa, nie ma przymusu, nie muszę, nie zarabiam tym, więc PO PROSTU CHCĘ. Robię to cały rok. Oczywiście sezon letni jest zupełnie inny niż zimowy. W zimie jest więcej ćwiczeń pod dachem, więcej pracy nad siłą, w lecie można po prostu wyjść do lasu i pobiegać.


Chce ci się biegać?

Szczerze mówiąc, nie lubię biegać. Ale robię to, wyobrażając sobie że przygotowuję się np. do… Wimbledonu Laugh
Ćwiczę sobie wtedy np. wydolność tlenową, długimi leśnymi truchtami, albo jazdą na rowerze, ale ciągle z tyłu głowy jest mój ukochany tenis. Albo beztlenówki - na interwałach pod górkę, od razu widzę jak odgrywam piłkę po skrócie przeciwnika Winking


Masz wszystko ok, pod sufitem? Dorosły facet, a takie zabawy?

Na tym polega to trenowanie, niby bawisz się w jakąś dziecinną grę, a w tym czasie pracujesz na sprawną starość, albo oddajesz swojemu organizmowi dług za wielogodzinne katowanie go pracą siedzącą.


Czym jeszcze się inspirujesz?

Najłatwiej filmami na Utubie, choćby cykl filmów ATP Off season, ale jeszcze fajniej ćwiczeniami z książki Anatomia w tenisie. Mam dwie kopie i jedną pociąłem na pojedyncze kartki i z nich układam sobie konkretne zestawy ćwiczeń wzmacniających. Najlepsza książka, naprawdę polecam: link


anatomia-w-tenisie-b-iext41749232


Trening treningiem, ale mecze turniejowe to podstawa, trening nigdy ci nie da takiego progresu, bo nie występuje w nim presja.

Trening stricte tenisowy musi mieć zawsze konkretny cel, raz jest to poprawa techniki uderzenia, choćby granie samym bekhendem, w kółko, w rytm, musimy nabrać regularności, powtarzalności, poprawnie wykonanego uderzenia, żeby wkleić je w tzw. pamięć mięśniową. To daje nam niesamowitą pewność w meczu.
Jeśli chodzi o grę pod stresem, nie mam z tym problemu, a poza tym, warto na treningu ćwiczyć takie elementy, wystarczy choćby zagrać kilka gemów - serwując tylko jednym podaniem, bez możliwości drugiego, to już daje wystarczający stres.


Jeszcze jakieś zalety treningu?

Jest jeszcze jedna fajna sprawa. Kiedy łapiemy kontuzję, mamy najczęściej doła, w końcu nie możemy grać w swojego ukochanego tenisa. Wtedy właśnie jest najlepszy czas na ostre przytrenowanie innych części ciała, tych zdrowych. Przykładowo mamy kontuzję nadgarstka - pracujemy nad nogami, czy core. Mamy kontuzję kolana - wzmacniamy barki, ramiona, plecy. W najgorszym przypadku ćwiczenia izometryczne możemy wykonywać niemal zawsze.


Może się komuś wydawać że po takiej treningowej zabawie wygrywasz już z każdym?

Jeśli nawet sporadycznie wygram pojedynczy mecz z lepszym od siebie zawodnikiem, to niczego to nie zmienia. Turnieje amatorskie rozgrywa się niemal zawsze jednego dnia, a to oznacza, że aby go wygrać trzeba zagrać nawet 6 meczów jednego dnia. Mój najlepszy wynik to CZTERY mecze jednego dnia i jest to naprawdę duże wyzwanie dla mojego organizmu. Mnie bardziej chodzi o drążenie skały łyżeczką. Krok po kroczku. Jeśli potem widać to na korcie – jest mega radość. Ale i tak najbardziej zyskuje zdrowie.
Poza tym, warto robić trening uzupełniający. Często zdarzało mi się wykonać jakiś ruch z obciążeniem nie spotykanym przy tenisie, choćby przenoszenie mebla w domu i na drugi dzień już mniej używany mięsień meldował o swojej obecności.